wyluzowany na maxa i znam kilku gości co się ścigają na prostej w US i nie
są to prymitywy jak sugerujesz lecz wykształceni i bogaci goście, żeby
zrobić auto 800 HP to trzeba mieć kasę a żeby mieć kasę trzeba mieć coś w
głowie (zazwyczaj).
Ja też znam kilku gości, którzy się "ścigają" na prostej w US - i wierz mi,
że wywalenie $1000 na pierdoły w silniku i $800 na nitro specjalnie ich nie
złamało - nawet jak na fakt, że to w latynoskiej dzielnicy. Naprawdę żaden
problem. Zresztą spójrz na polskie ulice, albo do gazetek "tuningowych" -
albo szaleństwo wielkich skrzydeł (np posiadacze FWD, którzy zakładają sobie
płetwy na tył - na pewno im to pomaga w przeniesieniu trakcji na przednie
koła), albo podbijanie mocy silników w wyżyłowanych bejcach - takich o
których piszesz, facetów z wykształceniem i pieniędzmi, którzy tuningują
sobie serio samochody, raczej u nas za dużo nie ma, wręcz mogę zaryzykować
stwierdzenie, że większość z nich czytuje tą grupę, albo jest czytającym
znana.
Nie sugeruję prymitywu - prymityw raczej nie bardzo wie co z samochodem
zrobić, żeby miał kopa. Sugeruję brak rozumu.
Co do luzu, zasadniczo staram się unikać luźnych gości na drodze - bo jeśli
on ma luz i jest mu wszystko jedno, że wyprzedzając na czołówkę zmusza mnie
za luksus jego luzu. A jeżdżę trochę więcej niż średnia krajowa i mogę ci
powiedzieć, że takich luźnych jest sporo. Nie wiedzieć czemu, większość w
jakich pseudosportowych wózkach.
Nie sądzę abyś spotkał, przytocz nazwiska o kim mówisz bo sądzę że
troszeczkę bujasz w obłokach i twoja opinia opiera się raczej na
przeczytanych artykułach, które rzeczywiście kreują tych gości na takich
good boys ale to jest marketing sponsorów.
No comment. Od pierwszego GP F1 na które zostałem zaproszony (Węgry 1995)
zdążyłem poznać Schumachera, Panisa Hakkinena, Villeneuve'a. W Stanach
byłem na dwóch wyścigach w boxie ś.p. Dale'a Earnhardt'a. Myślę, że mam
jakotakie rozeznanie.
Ja poznałem np. Rossi'ego, Kenny Robert'sa na torze w Brnie, były wyścigi
GP
tydzień po Mistrzostwach Polski i wyobraź sobie, że są to wyluzowani na
maxa
kolesie, którzy bajerują i podrywają laski na potęgę. Oprócz motocykli
mieliśmy właśnie wspólne tematy: girls & sport cars & fast rides on the
streets.
Każdy ma jakiś tam sposób na kształtowanie swojego życia erotycznego. Ja
wychodzę z założenia, gdybym popisywał się na ulicy, nie oglądałyby mnie
panny z interesującej mnie grupy społecznej.
| A wicemistrz (i to nie jest personalna uwaga, tylko ogólna) który ma
ochotę
| na traffic light race nie jest dla mnie facetem z klasą. Sorry.
The gustibus est non disputandum, wcale mi nie zależy na Twoim
uwielbieniu,
moim zdaniem brakuje Ci luzu lub kreujesz się na odpowiedzialnego kierowcę
Daleko mi od uwielbienia. Możesz być i championem galaktyki, ale idiotyczne
zachowania na publicznej drodze nadadzą ci tylko etykietkę "idioty".
Zapewniam cię, że nie brakuje mi luzu, natomiast cieszę się, że nie muszę go
prezentować na innych uczestnikach ruchu. Nie mam co się kreować na
odpowiedzialnego kierowcę, bo przez ostatnie 10 lat to we mnie wjeżdżali, a
nie ja w kogoś. Przemieszczam się z prędkościami wybitnie przekraczającymi
dozwolone, ale chwała Bogu nie stworzyłem jeszcze zagrożenia. Natomiast
będąc mieszkańcem Boydrome'owa, widziałem i znam naprawdę dziesiątki kolesi,
którzy ciężki szmal wpakowali w swoje wózki, w celach zabawy o jakiej
wspominałeś w pierwszym liście, i dla nikogo się to dobrze nie skończyło.
Co jest złego w paleniu gumy na światłach? Gość ma fantazję i kasę na nowe
opony - jego sprawa, a może dbasz o środowiska?
To złego, że mi śmierdzi, a nie lubię przełączać na obieg wewnętrzny. Jego
wolność do palenia gum kończy się tam, gdzie zaczyna moje prawo do
oddychania nieśmierdzącym powietrzem. A jeśli chodzi o dbanie o środowisko -
nie wyrzucam papierków przez okna i staram się oszczędzać wodę, czy w jakiś
sposób grzeszę?